Rzuciła torebkę do tyłu i zapięła własny pas.

- Przyszłam odwiedzić Lily. - Pokazała na bukiet. - Nie w porę?
Zarumieniła się po nasadę włosów, skrępowana obecnością kamerdynera.
takie rzeczy, że nawet Akademia Panny Grenville cię nie zatrudni.
Zaczęła głaskać go po plecach. Z wolna odzyskiwała zmysły.
Santos przypomniał sobie słowa Lily. Mówiła, że ona i doktor są przyjaciółmi i mają różne wspólne tajemnice. Jakie tajemnice, zastanawiał się, patrząc, jak starsza pani odprowadza przyjaciela do drzwi. Szli objęci, przytuleni, była w tym zażyłość wykraczająca poza stosunki sąsiedzkie i przyjaźń.
- Moja ciotka. Niczym Jago z „Otella” knuje, intryguje, wymyśla niestworzone
dobiegającym z salonu, goście przybyli licznie.
Czasami dzieci przystawały przed jakąś witryną sklepo-
- Nie wiem. Chyba tak.
Hope wróciła do domu, do normalnego trybu życia, żeby znowu znalazła się w otoczeniu swoich bliskich.
- Błaznuj sobie, jeśli ci się podoba, ale za nic nie zostawię cię tutaj. Mowy nie ma. Wpadłeś mi pod koła i od tej chwili jestem za ciebie odpowiedzialna.
Z westchnieniem spojrzała na Santosa. On także starał się nie okazywać bólu, widziała jednak jego rozpacz, nieukojone cierpienie. Rozumiała go i była z nim całym sercem.
- A cóż miały znaczyć te słowa, moja droga? - spytał, posyłając jej cierpki uśmiech.
Ze względu na przeszłość, ze względu na Glorię. Zbyt mocno odczuwał jej obecność dzisiejszego wieczoru.

60

- No to trzymaj się, partnerze, bo jest jeszcze lepiej. Tym razem mamy świadka.
- Zezłościła się, że nie poszliście na mszę?
- O mnie możesz mówić, co ci się podoba – wycedził cicho - ale Lily zostaw w spokoju, bo pożałujesz.

- Myślisz o mojej matce? - Gloria skrzywiła się. - Powiedziałabym, że jest odwrotnie. Hope St. Germaine jest osobą, którą trudno zadowolić.

Diaz wyciągnął rękę i pchnął drzwi do środka. Lola wydała z
kontaktu. Milla patrzyła, jak idzie, zafascynowana jakąś delikatną
4

Klara szła korytarzem Centrum Busha przeznaczonym dla pracowników służb specjalnych. Wcale nie wydawało się jej, że wróciła do domu. Wszystko wokół było obce.

siedzącego w tej kobiecie zdołało skruszyć jego grubą skorupę,
usatysfakcjonowani swoimi dwiema córeczkami, ale mały wypadek
głupotą byłoby zbliżać się do Pavona z gołymi rękami. Zadzwoniła do